gryzoń-gaduła

górne jedynki Heleny przebijają się już od jakiś trzech tygodni, więc oficjalne powitanie spóźnione. jeszcze nie pokazały się w pełnej krasie, ale obie są już częściowo po tej stronie i chyba każdy członek rodziny miał już sposobność doświadczyć ich mocy i ostrości (nie ma to jak dosadne kąśnięcie w rękę, lub inną część ciała o 5ej nad ranem…).

wczoraj Helka postanowiła też wyartykułować pierwsze sensowne słowo. mama? tata? a gdzie tam. dla naszej córki droga lingwistycznego rozwoju zaczęła się od zaprzeczenia. dosadne “nie” wykrzyczane do taty, kiedy ten próbował ją ubrać w sukienkę a następnie powtórzone, kiedy na głowę rzeczonej nasadzona została czapka. równocześnie ze sprzeciwem werbalnym Helka zdarła z siebie obie części garderoby, więc raczej nie ma mowy o pomyłce ;)

po powrocie – Helena, albo zaliczamy kolejny skok rozwojowy

Helena przez majówkowy wyjazd chłonęła wszystko ładując najwyraźniej baterie, bo zaraz po powrocie ruszyła pełną parą z raczkowaniem. przemieszcza się poruszając śmiesznie rękami jak robocik, którego ktoś zapomniał naoliwić, a o siadaniu nawet nie ma co wspominać, bo wykonuje mistrzowsko (nawet w czasie snu ;) ). nauczyła się też pionizować w klęku, kiedy tylko może się o coś oprzeć. kilka razy nakryliśmy ją też na prostowaniu nóg przy równoczesnym podpieraniu się na wyprostowanych rękach. dziewczyna ma parcie na pion. czekamy z niecierpliwością.